Sezon polowań na naukowca – współpraca nauki i biznesu

Powiązanie nauki z gospodarką. To hasło jest obecnie jednym z fundamentów polityki prowadzenia prac badawczych. Każdy większy biznes musi współpracować z naukowcem i każdy szanujący się naukowiec musi współpracować z biznesem, innej drogi ku oświeceniu nie ma. Forsowanie na siłę takiej współpracy rodzi szereg wypaczeń, sprowadza rolę naukowca zazwyczaj do wyrobnika. Liczne projekty z UE wymagają zaangażowania jednostki naukowej, stąd ostatnio mam wrażenie że rozpoczął się sezon polowań na naukowca.

Idee współpracy nauki i biznesu jest jak najbardziej słuszna jednak wymuszanie takiej współpracy metodami kapitalistycznymi zazwyczaj daje mierne rezultaty. Dawanie kasy i stawianie warunku zatrudnienia naukowca w projekcie poskutkowało, że mamy ostatnio do czynienia z swojego rodzaju polowaniem na naukowców. W ostatnich sześciu miesiącach odbyłem szereg spotkań z przedsiębiorcami, którzy mają pomysł na projekt, chcą wziąć dofinansowanie z UE i muszą przeprowadzić badania naukowe lub zaadaptować już istniejące wyniki. Na bazie tych doświadczeń, chciałbym się podzielić moimi przemyśleniami na temat roli naukowca w projekcie oraz warunkami owocnej współpracy na styku nauka-biznes.

Rola naukowca w projekcie

Stawianie warunku koniecznego, jakim jest obecność badacza w projekcie rodzi szereg absurdów i wypaczeń. Z moich doświadczeń, rozmów z pomysłodawcami oraz uczestnictwem w tego typu projektach, rola naukowca jest często sprowadzana do jednej z poniższych kategorii.

Naukowiec widmo

Pojawia się on w projekcie, lecz został wciśnięty na siłę. Wymyśla się dla niego bezsensowne zadania byle tylko dostać więcej punków w tej części wniosku. Nasi przedsiębiorcy nie są głupi i gdy zależy im na zdobyciu finansowania projektu to znajdą obejście. Naukowiec taki jest formalnie w projekcie, pobiera wynagrodzenie lecz ostatecznie nie wiele robi. Najważniejsze, aby się nie wtrącał i nie przeszkadzał.

Naukowiec wyrobnik

I znowu naukowiec jest zatrudniony tylko po to aby był, lecz w tym wypadku przedsiębiorca wymaga. Skoro pomysłodawca płaci, a nie ma rzeczywistych zadań badawczych dla naukowca, to niech on wykonuje normalną robotę (w mojej dziedzinie: programuje). Jego pracę opisze się trudniejszym i bardziej skomplikowanym językiem i jakoś to przejdzie. Praca naukowca sprowadzona jest to roli wyrobnika, który ma tak jak inni klepać swoje rutynowe zadania, przepracować 40 h w tygodniu przy projekcie, a ponadto ogarniać swoje obowiązki naukowo-akademickie na uczelni.

Naukowiec geniusz

W tej sytuacji pomysłodawca naprawdę poszukuje badacza. Problem polega na tym, że często ma przesadzone oczekiwania. Zakres badań oraz ich trudność często przekracza możliwości (zazwyczaj niedużego) zespołu. Kilka razy zostałem poproszony o zrobienie sytemu informatycznego wykorzystującego sztuczną inteligencję z tym, że ma działać lepiej niż np. wyszukiwarka google, lub rozpoznawać i rozumieć treść dokumentów. Nad tego typu technologiami pracują całe zespoły w bardzo bogatych firmach (Google, Microsoft, Facebook itp) i realizacja tego typu badań trwa latami. Ni jak się to wpisuje w twarde ramy harmonogramu i budżetu.

Zrozumieć naukowca

Drogi przedsiębiorco, chcąc zatrudnić badacza w swoim projekcie zwróć uwagę czy przypadkiem jego rola nie pokrywa się z  opisanymi powyżej. Miej na uwadze, że czas pracy osób pracujących na uczelniach jest rozdzielony na liczne obowiązki:

  • dydaktyczne – prowadzenie zajęć, konsultacji, przygotowywanie i sprawdzanie prac,
  • naukowe – prowadzenie badań, udział w grantach, udział w konferencjach naukowych, zjazdach, kontakty z innymi naukowcami,
  • administracyjne – raportowanie swojej pracy i osiągnięć, udział w komisjach i zebraniach, praca na rzecz wydziału.

Czyli nie ma szans aby zaangażować się w pracę w wymiarze pełnego etatu.

Istotnym jest także uświadomienie na czym  polegają prace badawczo-rozwojowe. Zazwyczaj chodzi o zastosowanie nowej, acz już istniejącej technologii (opisanej w publikacjach naukowych) do rozwiązania problemu w konkretnej dziedzinie. Praca taka wymaga wiele skupienia, czasu na przemyślenia, licznych prób i eksperymentów, czytania i poszukiwanie informacji. Badacz z chęcią się podejmie ciekawego i ambitnego wyzwania, aczkolwiek musi się ona wpisywać w profil jego zainteresowań i planów związanych z rozwojem kariery. W projekcie naukowiec powinien być sternikiem, który podpowiada co można zastosować.

Należy mieć także na uwadze, że wynikami pracy naukowców są publikacje. Więc opracowane rozwiązania muszą dać się opublikować, czyli opracowane rozwiązania powinny być na swój sposób nowatorskie oraz przedsiębiorca musi się liczyć z tym, że w publikacji zostaną zdradzone tajniki opracowanego rozwiązania.

Przeszkodą są także sztywne ramy projektów (budżet, harmonogram) wymuszone przez instytucje nadzorujące. O ile ustalenie harmonogramu dla ‚zwykłego’ projektu informatycznego jest trudne, większość z nich i tak kończy się przekroczeniem terminów, to ustalenie harmonogramu i określenie czasu trwania zadań badawczych graniczy z cudem. Są to eksperymenty i próby, w tej materii nie da się przewidzieć ile nam zajmie wypracowanie zadowalającego rezultatu. Wyobraźcie sobie gdyby Edisonowi kazać określić ile czasu zajmie mu wynalezienie żarówki.

Droga ku oświeceniu – dobra współpraca nauki i biznesu

Więc jaka ostatecznie powinna być rola naukowca w projekcie oraz jak powinna wyglądać współpraca?
Rozważając, moje dobre doświadczenia z współpracy z biznesem to mógłbym wyszczególnić kilka jej cech. Zazwyczaj zaczynało się bardzo nieśmiało, od niedużego zlecenia jasno i precyzyjnie zdefiniowanego zadania. Zadanie to trafiało w mój zakres kompetencji oraz było ambitne. Przedsiębiorca przychodził już z pewną wiedzą, miał świadomość co można zrobić w tej materii oraz na ile pracochłonne zadanie może się okazać. Nie było presji wyniku i czasu, miałem wolną rękę kiedy pracuję i ile, mogłem popełniać błędy i raportować, że dane rozwiązanie które obmyśliłem po realizacji po prostu nie działa. Z czasem lepiej rozumiałem organizację i jej potrzeby, przez co ostatecznie dochodziliśmy do dobrego prototypu, który spełniał potrzeby.

Mam nadzieję, że po przeczytaniu tego artykułu nie odniesiecie wrażenia, że jestem przeciwny współpracy biznes-nauka, ba nawet nie jestem przeciwny samy projektom, w którym naukowiec ma wziąć udział. Sądzę, że ten eksperyment przyniesie pozytywne korzyści, chociażby w postaci zwiększonego kontaktu tych dwóch grup i nawiązania wspólnych relacji. Cała odpowiedzialność, za nie zmarnowanie pieniędzy, spoczywa na osobach oceniających wnioski i ich umiejętnością wychwytywania fikcyjnej lub wyolbrzymionej współpracy.

Ostatnia myśl, jaką chciałbym się z wami podzielić, to że nauka nie powinna być w służbie biznesu. Nauka powinna charakteryzować się wolnością, swobodą, błądzeniem i poznawaniem prawdy. Uważam, że są to wartości cenne same w sobie, patrzenie na zdobycze nauki przez pryzmat zysków i wzrostów gospodarki wypacza ją. Dla mnie biznes może co najwyżej inspirować pewne badania a nie wytyczać kurs.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *